4 minuty czytania

Drogeryjne półki to istny róg obfitości. Mnogość kosmetyków może przyprawić o zawrót głowy, a firmy kosmetyczne prześcigają się w obietnicach i zaletach swoich produktów.

Możliwość wyboru jest nieocenionym przywilejem, ale warto zwrócić uwagę na to, co znajduje się z tyłu produktu, napisane małym, drobnym drukiem. Mowa o etykietach ze składami INCI - to tutaj zawarta jest cała prawda o kosmetyku. Dziś bierzemy pod lupę najważniejsze składniki, które mimo swojej toksyczności, a nawet udowodnionego działania rakotwórczego, dość często pojawiają się w produktach do ciała, twarzy i włosów.


Jak czytać etykiety?

Zacznijmy od rozszyfrowania akronimu INCI - jest to Międzynarodowe Nazewnictwo Składników Kosmetycznych (ang. International Nomenclature of Cosmetic Ingredients), czyli system ujednolicający nazewnictwo składników kosmetyków. Obecnie według prawa Unii Europejskiej, we wszystkich krajach członkowskich, produkty kosmetyczne muszą mieć opis składników.

Zgodnie z obecnie obowiązującymi wymogami składniki roślinne w INCI zapisuje się po łacinie, związki syntetyczne natomiast w języku angielskim. I tutaj zaczynają się schody, ponieważ dla wielu z nas nazwy te są zwyczajnie nieczytelne. Na szczęście praktyka czyni mistrza, zatem kiedy poświęcimy trochę czasu na ich analizę okaże się, że jest w tym pewien schemat, np. przy surowcach roślinnych znajdziemy zwykle określenie „extract” (wyciąg), „juice” (sok) lub „oil” (olej). Nazwy niektórych składników również mogą brzmieć podobnie do tych polskich np. „hialuronic acid” (kwas hialuronowy), „collagen” (kolagen) czy „panthenol” (pantenol).

Substancje zawarte w kosmetykach nie są punktowane w sposób przypadkowy, jeśli więc zależy nam na dużej zawartości składników aktywnych lub ekstraktach czy wyciągach roślinnych, zwróćmy uwagę, aby znajdowały się one na początku listy.

Jeśli ekstrakt znajduje się na końcu składu, wtedy prawdopodobnie jego ilość będzie niewystarczająca, aby przypisać mu jakiekolwiek dobroczynne działanie.

Krótki skład przepisem na sukces

Im krótszy skład, tym lepiej. Jeśli spoglądamy na etykietę i pierwszą rzeczą, którą widzimy jest lista zajmująca kilkanaście linijek, wtedy najlepiej odłożyć produkt na półkę i poszukać czegoś innego. Zdarzają się wyjątki od reguły, jednak najczęściej w takich kosmetykach dominują nie składniki naturalne, lecz wypełniacze i konserwanty.

Co z tymi konserwantami?

Skoro jesteśmy już przy konserwantach, warto zaznaczyć, że są one niezbędne w kosmetykach, aby przedłużyć ich trwałość. Bez nich produkt nadawałby się do użycia najwyżej kilka dni od pierwszego otwarcia, co w konsekwencji mogłoby prowadzić do zanieczyszczenia drobnoustrojami. Kosmetyk nie tylko straciłby swoje dobroczynne właściwości, ale stałby się również szkodliwy dla naszej skóry i zdrowia.

Na opakowaniu kosmetyku szukajmy zawsze małego symbolu - słoiczka z cyfrą w środku. Mówi on o tym, przez ile miesięcy po otwarciu, dany produkt nadaje się do użycia. Zwykle kosmetyk, który może być stosowany przez kilka lat, ma znacznie więcej konserwantów niż ten, który powinien być wykorzystany w ciągu kilku czy kilkunastu miesięcy.

Szkodliwe substancje

Przejdźmy zatem do sedna - jakich składników zawartych w kosmetykach powinniśmy unikać i dlaczego? 

SLS i SLES

Naszą czarną listę zaczynamy od silikonów, które są bardzo popularnym składnikiem szamponów i odżywek do włosów. SLS i SLES to akronimy od nazw Sodium Lauryl Sulfate i Sodium Laureth Sulfate. Są to substancje spieniające, dodawane do zdecydowanej większości produktów kosmetycznych. To one najczęściej odpowiadają za to, że kosmetyk się pieni, przez co mamy wrażenie, że skóra jest dzięki temu lepiej oczyszczona. 

SLS i SLES, uznawane są za substancje szkodliwe dla zdrowia, a ponadto mogą podrażniać skórę i wywoływać uczulenia. Silnie wysuszają i wywołują uczucie ściągnięcia. Niektórzy naukowcy zarzucają tym substancjom, że kumulują się one w organizmie, co może prowadzić w dłuższej perspektywie do negatywnego oddziaływania na nasze narządy – wątrobę, serce czy płuca. To, jak szkodliwe mogą być dla nas te substancje, zależy przede wszystkim od ich ilości. Jeśli większość naszych kosmetyków je zawiera i znajdują się one na szczycie składu, powinniśmy dążyć do ich ograniczenia. SLS i SLES często działają negatywnie na skórę wrażliwą, dlatego też nie zaleca się ich stosowania w przypadku osób z atopowym zapaleniem skóry.

Triethanolamine (TEA)

Następnym niepożądanym składnikiem jest Triethanolamine. Ta substancja ma za zadanie utrzymywać odpowiednie pH produktu. Niestety udowodniono, że działa rakotwórczo, zatem stosowana długotrwale lub w wysokich stężeniach, może przyczyniać się do powstawania nowotworów. 

Trietanoloaminy należy unikać przy wyborze kosmetyków dla dzieci, kobiet w ciąży i matek karmiących.

Poliakrylamid

Znajdziecie go w kosmetykach pod nazwą - Polyacrylamide. Jego głównym zadaniem jest zwiększanie gęstości produktów. W jego przypadku, podobnie jak przy triethanolamine, udowodnione zostało działanie rakotwórcze. Na poliakrylamid również powinny uważać głównie kobiety w ciąży, karmiące i małe dzieci.

Imidazolidinyl Urea i Diazolidinyl Urea

To najczęściej używane środki konserwujące po parabenach. Są toksyczne i przyczyniają się do kontaktowego zapalenia skóry. Kryją się pod dwiema nazwami handlowymi: Germall II i Germall 115. Żadna z tych substancji nie ma dobrych właściwości grzybobójczych, więc musi występować w kombinacji z innymi konserwantami. Z Germall 115 w temperaturze wydziela się formaldehyd.

Methylo- Propylo- Butylo- i Ethylo- paraben

Te składniki są wysoce toksyczne i odpowiadają za liczne reakcje alergiczne oraz wysypki. Stosuje się je do powstrzymywania wzrostu bakterii oraz w celu przedłużenia trwałości produktu. Mimo swej toksyczności, są niestety powszechnie stosowane w kosmetykach. 

Propylene Glycol

Zazwyczaj jest to mieszanka syntetycznych chemikaliów, stosowanych do utrzymania nawilżenia skóry oraz ułatwiających wnikanie w jej głąb innych substancji. Glikol propylenowy jest toksyczny i powoduje reakcje alergiczne, wysypki, podrażnienie skóry.

PVP/VA Copolymer

Są to chemikalia ropopochodne, stosowane w kosmetykach do stylizacji włosów, m.in. w lakierach do włosów. Substancje te mogą podrażniać układ oddechowy.

Stearalkonium Chloride

Substancja ta została opracowana dla przemysłu tekstylnego do zmiękczania tkanin, co już sprawia, że powinna zapalić nam się czerwona lampka. Niestety Stearalkonium Chloride jest powszechnie stosowanym komponentem w kremach i odżywkach, ponieważ jest o wiele tańszy niż proteiny lub zioła. Ten składnik może powodować reakcje alergiczne.

Synthetic Colors

Kolory syntetyczne stosowane są w celu poprawy wyglądu kosmetyku i należy ich unikać za wszelką cenę, ponieważ są rakotwórcze. 

Często znajdują się w farbach do włosów. 

Synthetic Fragrances

Pod tą nazwą może się kryć aż do 200 składników syntetycznych. Na etykietach kosmetyków opisane są jedynie jako „Fragrances” i niestety nie dowiemy się, jaka substancja została w nim użyta.

Substancje te mogą wywoływać bóle i zawroty głowy, wysypkę, wymioty, ostry kaszel, podrażnienie skóry.

Podsumowując, warto poświęcić trochę czasu na przeanalizowanie produktów kosmetycznych, zanim zdecydujemy się na ich zakup. Wybierajmy produkty z możliwie najkrótszymi składami, zwracajmy uwagę na to, czy toksyczne substancje znajdują się na liście kosmetyku oraz jak wysoko w składzie znajdują się składniki aktywne czy ekstrakty.

Może się okazać, że alergie skórne i wysypki, to pokłosie naszych wcześniejszych wyborów kosmetycznych. Nie wierzmy na słowo producentom i reklamom, tylko sami zmieńmy się na chwilę w kosmetycznego detektywa :) Takie działanie w dłuższej perspektywie na pewno zaprocentuje. Bądźmy świadomymi konsumentami.